Planowanie finansowe student i firma

Budżet firmy na studiach — co widać dopiero po roku prowadzenia własnej działalności

Szczera rozmowa o tym, jak wygląda zarządzanie budżetem firmy, gdy nie ma się jeszcze doświadczenia

Renata Chojnacka
Budżet firmy na studiach — co widać dopiero po roku prowadzenia własnej działalności

Rozmowa z Bartoszem Lemieszem, studentem zarządzania prowadzącym własną agencję copywritingu od 14 miesięcy

Zakładałeś firmę mając wiedzę z uczelni. Co okazało się użyteczne, a co nie?

Bartosz Lemiesz: Na zajęciach uczyliśmy się rachunkowości zarządczej na poziomie dużych przedsiębiorstw. Amortyzacja środków trwałych, konsolidacja bilansów — to miało sens w teorii, ale przy jednoosobowej działalności byłem kompletnie zagubiony. Nie wiedziałem, jak wystawić fakturę korygującą, co wpisać w KPiR, jak policzyć podstawę do składki zdrowotnej. Wiedza była, ale nie ta, której potrzebowałem.

Jak wyglądał Twój budżet na początku i co się zmieniło?

Bartosz Lemiesz: Pierwszy miesiąc zakończyłem z przychodem 2800 zł i byłem z siebie dumny. Dopiero po trzech miesiącach policzyłem wszystkie koszty: ZUS 1457 zł wtedy miałem już normalną składkę, podatek 12 procent od dochodu, domena, hosting, jedno narzędzie do edycji grafik. Zostało mi 870 zł. Nie planowałem tych wydatków razem, tylko reagowałem na każdy z osobna i dlatego obraz był zafałszowany.

Co zmieniłeś, żeby lepiej kontrolować finanse?

Bartosz Lemiesz: Zrobiłem prostą tabelę — po jednej stronie przychody planowane i rzeczywiste, po drugiej koszty stałe i zmienne. Stałe to ZUS, subskrypcje, telefon. Zmienne to np. jednorazowe narzędzia, delegacje, szkolenia. Ta tabela pokazała mi, że mam dwa miesiące w roku kiedy koszty zmienne skaczą mocno — czerwiec i grudzień. Teraz odkladam na to przez cały rok po 150–200 zł miesięcznie i nie ma napięcia finansowego w tych miesiącach.

Jakie szanse finansowe odkryłeś, których wcześniej nie znałeś?

Bartosz Lemiesz: Możliwość odliczania kosztów uzyskania przychodu. Przez pierwsze pół roku kupowałem narzędzia z prywatnego konta i nie wrzucałem ich w koszty. Traciłem na tym konkretne pieniądze. Jak zrozumiałem mechanizm, to zacząłem dokumentować każdy zakup związany z pracą — od kursu online za 179 zł, przez myszkę ergonomiczną, po abonament na narzędzie SEO. To obniżyło mi podstawę opodatkowania realnie o kilkaset złotych miesięcznie.

Co radziłbyś innym studentom, którzy dopiero zaczynają?

Bartosz Lemiesz: Zanim wystawisz pierwszą fakturę, ustal sobie, ile musisz zarobić, żeby wyjść na zero. Policz ZUS, podatek, koszty narzędzi i zostaw margines na niespodziewane wydatki — minimum 10 procent przychodu. To nie jest pesymizm, to po prostu rzetelna kalkulacja. Wielu studentów wycenia swoje usługi zbyt nisko, bo nie uwzględniają wszystkich kosztów. Potem pracują dużo i zarabiają mało — i nie rozumieją dlaczego.

Gdybyś mógł cofnąć się o rok, co zrobiłbyś inaczej jako pierwsze?

Bartosz Lemiesz: Poszedłbym do biura rachunkowego na jedną konsultację — płatną, 150–200 zł — i zapytał o podstawy: jak liczyć zaliczki na podatek, co można wrzucić w koszty, jak działają progi podatkowe. Godzina z kimś, kto to wie, byłaby warta tygodnie moich samodzielnych poszukiwań w internecie. Finansowa wiedza operacyjna nie jest tajemnicą, tylko nikt jej nie zebrał w jednym miejscu dostępnym dla studenta zaczynającego działalność.

Twoja reakcja

Skopiowano